Szybciej! Szybciej! Szybciej!

Pierwszy oficjalny rekord prędkości ustanowiono w 1898 r. – zaledwie 12 lat po wynalezieniu samochodu. Wynosił on zawrotne… 63,15 km/h, ale w wielu śmiałkach rozpalił pragnienie bycia tym „najszybszym”. Właśnie tak rozpoczęła się tradycja bicia lądowych rekordów prędkości.
Ikona zegarka 5 min czytania

Pierwszy oficjalny rekord prędkości ustanowiono w 1898 r. – zaledwie 12 lat po wynalezieniu samochodu.

Wynosił on zawrotne… 63,15 km/h, ale w wielu śmiałkach rozpalił pragnienie bycia tym „najszybszym”. Właśnie tak rozpoczęła się tradycja bicia lądowych rekordów prędkości. 

Pierwszy rekordzista – Jeantaud Duc (fot. Creative Commons)

Pierwszym rekordzistą był Gaston de Chasseloup-Laubat, który podjął wyzwanie samochodem Jeantaud Duc

Co ciekawe, pojazd ten napędzany był silnikiem elektrycznym; tak samo zresztą jak i pięciu następnych zdobywców rekordu prędkości.

Ówcześni konstruktorzy błyskawicznie zaczęli budować pojazdy przeznaczone wyłącznie do osiągania najwyższych prędkości. Zaledwie rok po pierwszym rekordzie Chasseloup-Laubata jego rywal – Camille Jenatzy – jako pierwszy przekroczył barierę 100 km/h. Jego pojazd – La Jamais Contenteprzypominał pocisk na podwoziu powozu i również miał napęd elektryczny. Jednak już od 1902 r. na liście rekordów zaczęły dominować pojazdy napędzane silnikami spalinowymi.

La Jamais Contente – elektryczna rakieta do bicia rekordów prędkości (fot. Creative Commons)

Dziwaczne, ale nadal auta

W historii lądowych rekordów prędkości wyróżnić można dwa okresy.

Pierwszy z nich trwał do 1964 r. Stosowane wówczas pojazdy przypominały normalne samochody – przynajmniej z konstrukcyjnego punktu widzenia. Mimo wyglądających niekiedy kosmicznie karoserii zasada ich działania opierała się na przekazywaniu mocy z silnika poprzez koła. Ostatnim rekordzistą tej ery był Donald Campbell. Jego ważąca 4 tony, skonstruowana z aluminium maszyna o nazwie Bluebird CN7 posiadała turbinę gazową o mocy 4514 KM, napędzającą wszystkie koła. Pozwoliło to Campbellowi w lipcu 1964 r. osiągnąć prędkość 648,73 km/h. By pędzący tak szybko kawał metalu mógł się zatrzymać w odpowiednim momencie, zastosowany w nim system hamulcowy składał się z czterech ogromnych tarcz o średnicy 16 cali oraz sterowanych hydraulicznie hamulców aerodynamicznych.

Bluebird CN7 – ostatni pojazd napędzany poprzez koła, który pobił rekord prędkości (fot. Creative Commons)

Samoloty bez skrzydeł…?

Silniki i turbiny spalinowe przenoszące swoją moc na koła zdawały się jednak osiągać granice swoich możliwości.

Dlatego śmiałkowie chcący pokonać kolejne rekordy zaczęli sięgać po silniki odrzutowe. Ich debiut wiązał się jednak z pewnymi kontrowersjami. W 1963 r. wystawiony do bicia rekordu z 1947 r. pojazd Spirit of America nie dość, że nie miał przeniesienia napędu przez koła, to jeszcze miał ich tylko trzy.

Ówczesne zasady FIA wyraźnie określały zasady: pojazd musiał mieć cztery koła, moc jednostki napędowej musiała być przenoszona przez nie do podłoża. Rekordu ustanowionego przez Spirit of America nie uznano, a rekord przypadł wspomnianemu wcześniej Campbellowi. Odważny wyczyn Craiga Breedlove’a nie poszedł jednak na marne: został on odnotowany przez FIM, która uznała jego trójkołowiec za motocykl, zapisując tym samym osiągniętą przez niego prędkość 655,72 km/h jako nowy najwyższy wynik w swojej kategorii.

Castrol brał udział w projekcie Thrust2, który ustanowił rekord prędkości w 1983 r. (fot. Castrol)

W grudniu 1964 r. wszystkie federacje prowadzące do tej pory własne ewidencje rekordów doszły w końcu do porozumienia. Od tamtej pory za rekord prędkości na lądzie uznaje się najwyższą odnotowaną przez którąkolwiek z organizacji prędkość ustanowioną przez jakikolwiek pojazd poruszający się na kołach, niezależnie od ich liczby ani sposobu, w jaki następuje przełożenie mocy silnika w ruch. 

Aktualny rekord prędkości należy do Andy’ego Greena i pojazdu ThrustSSC (fot. Castrol)

Szybciej od dźwięku

Aktualny rekord prędkości został ustanowiony przeszło 24 lata temu: 15 października 1997 r. Andy Green za starami ThrustSSC osiągnął 1228 km/h.

ThrustSSC jest pierwszym – i jak na razie jedynym naziemnym pojazdem kołowym, który pokonał barierę dźwięku. Na dodatek osiągnął to w obu przejazdach podczas próby ustanowienia rekordu (rekordową prędkość określa się na podstawie średniej dwóch przejazdów w przeciwnych kierunkach na tym samym odcinku). 

Castrol był zaangażowany w projekt Bloodhound SSC – pojazdu, który miał pokonać barierę 1000 mil/h (fot. Castrol)

Sam w sobie ThrustSSC jest bardzo interesującą konstrukcją, przypominającą eksperymentalny samolot jeszcze bardziej niż którykolwiek z wcześniejszych rekordowych pojazdów. Po bokach jego podłużnego, zakończonego szpicem kadłuba znajdują się dwa ogromne silniki odrzutowe z brytyjskiej wersji znanego myśliwca F-4 Phantom II, generujące łącznie 223 kN ciągu, co przełożyło się na moc około 103330 KM i spalanie na poziomie 18 l paliwa na sekundę w momencie ustanawiania rekordu. Co to oznacza w zwyczajnym pomiarze? Bardzo „skromne” 4850 l/100 km. 

Historia, która nie zwalnia tempa

Duchowym następcą projektu ThrustSSC jest Bloodhound LSR. Stworzono go, by osiągnąć prędkość 1000 mil/h, czyli 1609 km/h.

Niestety, projekt ten wciąż boryka się z różnymi przeszkodami i próba bicia rekordu odsuwa się w czasie. Przez pandemię i problemy finansowe nie udało się podjąć próby w 2021 r., na kolejną szasnę przyjdzie czekać kilka miesięcy. 

Zgodnie z wizją swojego założyciela, Charlesa Wakefielda, Castrol od zawsze uczestniczył w ekstremalnych próbach wytrzymałości maszyn w celu promocji i doskonalenia swoich produktów. W okresie od 1922 do 1938 r. aż 18 rekordów należało do samochodów, w których zastosowano środki smarne Castrol, a trzy najnowsze wpisy na listę rekordowej prędkości na lądzie dokonane zostały również ze wsparciem firmy. Nadzwyczajne warunki są bowiem najlepszym testem dla produktu tak istotnego dla prawidłowego funkcjonowania maszyny jak środek smarny.